Poprawia ostrość
Blog > Komentarze do wpisu
Czemu ma służyć zakaz „wirtualnej” pornografii dziecięcej?
Dzisiejszy tekst będzie o polityce, ale bardziej w sensie policy niż politics — a dokładnie o polityce karnej. Zapraszam do lektury!

Jak donosi Gazeta.pl, Polska przygotowuje się do implementacji decyzji ramowej Rady UE nr 2004/68/JHA dotyczącej zwalczania seksualnego wykorzystywania dzieci i pornografii dziecięcej. Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało projekt zmian w kodeksie karnym (tekst projektu w formacie RTF), który obecnie znajduje się w fazie uzgodnień międzyresortowych.

Jedną ze zmian narzuconych przez wspomnianą decyzję ramową jest wprowadzenie sankcji za produkowanie, rozpowszechnianie lub posiadanie tzw. wirtualnej pornografii dziecięcej, czyli pornografii, w której nie występują prawdziwi małoletni, a jedynie wygenerowane komputerowo lub narysowane wizerunki małoletnich. Projekt ministerstwa przewiduje za taki czyn karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 1 roku.

W pierwszym odruchu łatwo przyklasnąć nowym regulacjom. Technika komputerowa stale się rozwija i już w tej chwili niektóre wyrenderowane obrazy przypominają do złudzenia zdjęcia rzeczywistych osób. Jest tylko kwestią czasu, zanim to samo będzie możliwe w przypadku obrazów ruchomych. Nowe przepisy wydają się więc nadążać za postępem technicznym, a poza tym uderzają w pedofilów, którzy stanowią bez wątpienia najbardziej znienawidzoną obecnie grupę społeczną.

Sytuacja nie jest jednak tak oczywista. Podstawowym powodem istnienia przepisów zakazujących produkowania filmów pornograficznych z udziałem małoletnich jest ochrona małoletnich występujących w tych filmach przed szkodami na psychice.* W wirtualnej pornografii nie występują jednak rzeczywiste osoby, lecz jedynie trójwymiarowe modele postaci zapisane w pamięci komputera. Powstaje zatem pytanie: kogo ma chronić projektowany przepis?

Właśnie tym problemem zajął się w 2002 roku Sąd Najwyższy USA, orzekając niekonstytucyjność analogicznych przepisów w amerykańskiej ustawie o zapobieganiu pornografii dziecięcej (Child Pornography Prevention Act), czym doprowadził niektórych kongresmenów do absurdalnych prób rozszerzenia konstytucji USA o specjalną poprawkę zakazującą właśnie wirtualnej pornografii dziecięcej.

Podczas procesu rząd Stanów Zjednoczonych wysunął m.in. następujące argumenty:

  • Wirtualna pornografia dziecięca może skłaniać jej odbiorców do popełniania przestępstw seksualnych na małoletnich. W odpowiedzi na ten argument Sąd Najwyższy stwierdził m.in.: „Sama perspektywa popełnienia przestępstwa nie uzasadnia przepisów tłumiących chronioną ekspresję. (...) Rząd wykazał zaledwie odległy związek między treściami, które mogą pobudzać pewne myśli lub impulsy, a ewentualnym wykorzystywaniem dzieci.”
  • Wirtualna pornografia dziecięca może przypadkowo wpaść w ręce dzieci, wywierając szkodliwy wpływ na ich psychikę. Sąd Najwyższy uznał, iż władze mogą karać osoby, które udostępniają treści pornograficzne dzieciom w celu skłonienia ich do udziału w czynnościach seksualnych. Władze nie mogą jednak zakazywać osobom dorosłym dostępu do określonych treści tylko po to, aby uniemożliwić dostęp do tych treści dzieciom.
  • Wirtualną pornografię dziecięcą należy zdelegalizować, aby zlikwidować rynek pornografii dziecięcej w ogóle. Sąd nie zgodził się z tą opinią, zauważając że rynek rzeczywistej pornografii dziecięcej mógłby zostać wyeliminowany, gdyby istniało alternatywne źródło takich treści (sztuczne obrazy nieodróżnialne od prawdziwych). „Niewielu producentów pornografii ryzykowałoby odpowiedzialność karną, wykorzystując prawdziwe dzieci, gdyby zamiast tego mogli rozpowszechniać fikcyjne, komputerowe obrazy” — stwierdził sąd.
  • Legalizacja wirtualnej pornografii dziecięcej utrudni ściganie pedofilów i producentów pornografii z udziałem dzieci, ponieważ oskarżeni będą mogli utrzymywać, że posiadane lub wytwarzane przez nich treści są generowane komputerowo. Sąd zwrócił tu uwagę, że „władze nie mogą ograniczać legalnej ekspresji po to, aby ograniczyć ekspresję nielegalną. Treści chronione zasadą wolności słowa nie stają się treściami niechronionymi tylko dlatego, że je przypominają.”

Warto przyjrzeć się zwłaszcza pierwszemu argumentowi wysuniętemu przez stronę rządową, a następnie odrzuconemu przez Sąd Najwyższy USA: Wirtualna pornografia dziecięca może skłaniać jej odbiorców do popełniania przestępstw seksualnych na małoletnich. Istotnie trudno znaleźć jakiekolwiek rzetelne badania naukowe, które potwierdzałyby tę tezę.** Jak twierdzą m.in. autorzy raportu przygotowanego dla Departamentu Sprawiedliwości Kanady oraz dr Charles L. Scott, psychiatra z uniwersytetu UC Davis, nie ma dowodów na to, że oglądanie pornografii dziecięcej zmniejsza zahamowania moralne pedofila, rozbudza jego popęd seksualny lub w jakikolwiek inny sposób zachęca go do molestowania nieletnich.

Na chwilę obecną nie umiemy nawet oszacować, jaki odsetek posiadaczy dziecięcej pornografii dopuścił się wykorzystywania dzieci i czy jest to odsetek wyższy niż wśród pedofilów nie oglądających treści pornograficznych. Zresztą nawet gdyby stwierdzono statystyczną korelację między korzystaniem z pornografii dziecięcej a popełnianiem przestępstw seksualnych, należałoby jeszcze ustalić, czy to pornografia jest przyczyną przestępstw czy odwrotnie.

Pewnych wskazówek do rozstrzygnięcia tej kwestii może nam dostarczyć debata nad legalizacją „zwykłej” pornografii, która toczyła się (a niekiedy powraca) w krajach zachodnich. Obawy, że swobodny dostęp do treści erotycznych spowoduje nadmierne rozbudzenie popędu płciowego mężczyzn, niemoralne traktowanie kobiet, a w konsekwencji wzrost liczby przestępstw na tle seksualnym okazały się fałszywe: badania wykazują, że dekryminalizacji pornografii wizualnej w takich krajach jak Dania, Szwecja czy RFN nie towarzyszył wzrost ilości gwałtów. W Japonii, mimo lawinowego wzrostu ilości erotyki w latach 1972-1995, liczba ofiar gwałtów spadła trzykrotnie. Brak jest informacji o przypadkach odwrotnych.

Patrząc na sprawę obiektywnie, trudno zatem kategorycznie twierdzić, że dostępność wirtualnej pornografii dziecięcej stanowi zachętę do uprawiania pedofilii. Co więcej, nie jest wykluczone, że zezwolenie osobom o skłonnościach pedofilskich na korzystanie z takich materiałów spowoduje, że przynajmniej część z nich będzie zaspokajać swoje popędy poprzez nieszkodliwą społecznie masturbację. Można również liczyć na to, że dzięki powstaniu legalnej, „syntetycznej” alternatywy zmniejszy się liczba dzieci krzywdzonych podczas produkcji pedofilskich filmów z żywymi aktorami.

Po drugiej stronie pozostaje jeszcze jeden poważny argument, który nie padł w postępowaniu przed Sądem Najwyższym USA: Wirtualna pornografia dziecięca będzie pokazywana dzieciom przez pedofilów w celu zachęcenia ich do podjęcia czynności seksualnych i stworzenia wrażenia, że seks z osobą dorosłą jest czymś normalnym. Istotnie takie przypadki wydają się nie do uniknięcia, jednak nie jest jasne, jak to niebezpieczeństwo ma się do wyżej wymienionych potencjalnych zalet legalizacji „sztucznej” pornografii dziecięcej. Poza tym nie jest dobrą praktyką legislacyjną zakazywanie wytwarzania czy posiadania określonych treści tylko dlatego, że mogą one być narzędziem popełnienia przestępstwa (notabene jednym z wielu w arsenale pedofila). O wiele sprawiedliwiej jest karać za samo przestępstwo.

Myśl o pedofilu zaspokajającym się seksualnie przy filmie z udziałem dzieci — choćby była to całkowicie fikcyjna animacja komputerowa — wzbudza odrazę chyba u każdej zdrowej psychicznie osoby. Należy jednak pamiętać, że takie praktyki, choć ohydne dla postronnego obserwatora, same w sobie nie przynoszą nikomu szkody i jak na razie nie ma żadnych dowodów, że prowadzą do przestępczych zachowań.

Ponieważ zaś sprawa dotyka wolności słowa, nie wystarczą tutaj zdroworozsądkowe przypuszczenia czy słabe argumenty oparte na korelacji statystycznej. Szkodliwość musi być bezspornie wykazana — gdyby można było polegać na wyobrażeniach i domniemaniach, należałoby zakazać publikowania choćby Romea i Julii jako tekstu, który (co nietrudno wykazać) może nakłaniać młodych, niestabilnych emocjonalnie ludzi do samobójstwa w imię miłości, nie wspominając już o „dorosłej” pornografii (jakże łatwo było wieszczyć tutaj upadek wszelkiej moralności).

Fakt, iż dla zdecydowanej większości obywateli wirtualna pornografia dziecięca jest czymś obrzydliwym, nie może mieć tutaj znaczenia. Jak zauważył George Orwell, jeżeli wolność słowa ma cokolwiek oznaczać, to musi być to wolność mówienia rzeczy (i tworzenia treści), których inni ludzie nie aprobują. Treści powszechnie akceptowane nie potrzebują przecież prawnej ochrony.


*) Warto zauważyć, że przepis o utrwalaniu treści pornograficznych z udziałem małoletniego (art. 202 par. 4 kodeksu karnego) nie dotyczy w zasadzie rejestrowania faktycznych czynności seksualnych z udziałem małoletniego. W takiej sytuacji sprawca odpowiadałby bowiem po prostu z zagrożonego o wiele wyższą karą art. 200 kk (obcowanie płciowe z małoletnim lub dopuszczenie się wobec niego innej czynności seksualnej) tak jak ewentualni współsprawcy czy pomocnicy. Art. 202 pozwala natomiast pociągnąć do odpowiedzialności karnej osoby utrwalające treści pornograficzne, w których czynności seksualne małoletniego są jedynie symulowane lub w których małoletni nie jest uczestnikiem czynności seksualnych (a jednynie np. ich obserwatorem).
**) W najnowszym badaniu przeprowadzonym w USA na grupie 155 mężczyzn skazanych za posiadanie lub rozpowszechnianie pornografii dziecięcej 85 procent badanych przyznało się do wykorzystania przynajmniej jednego dziecka. Jednak próbka nie była reprezentatywna — badano tylko osoby skazane i to takie, które dobrowolnie przystąpiły do programu terapeutycznego (można przypuszczać, że były to głównie osoby mające szczególnie duże problemy ze swoją pedofilią). Przede wszystkim zaś nie stwierdzono, czy pornografia była przyczyną molestowania czy też jej skutkiem albo okolicznością towarzyszącą.
piątek, 18 stycznia 2008, cthinker

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/01/25 14:06:21
CThinkerze, nie zawsze nasze poglądy na prawo się pokrywają. Jeszcze chyba częściej miewam odmienne spojrzenie na prawo od prawników z USA - odmienność kultury prawnej (bez oceny, która jest lepsza!) jest olbrzymia. I chociaż z pewnymi twierdzeniami Supreme Court nie do końca się zgadzam, o tyle z zasadą negowania rozszerzonej penalizacji zgadzam się całkowicie. Problem jest poważny z uwagi na szeroko pojęte granice ingerencji państwa w działalność obywatela. Z całym szacunkiem dla idei walki z pedofilią nie wydaje mi się to nawet w połowie tak poważny problem społeczny jak narkomania (dzieci cierpią!) czy alkoholizm (dzieci cierpią straszliwie!!!) A jednak nikt nawet nie próbuje zakazywać kreskówek, w których pojawiają się alkohol czy narkotyki, a przecież to też "może skłaniać". Penalizacja za potencjalną możliwość przypomina mi dowcip o aresztowaniu bacy za nielegalną produkcję alkoholu - baca pyta - "Dlaczego?" - "Bo masz aparaturę" - "To za gwałt też mnie aresztujcie!" - "Dlaczego?!" - "To tys mom aparature!".
Ale UE (w tym Polska) zrobią każdą głupotę, na jaką będzie akurat polityczne zapotrzebowanie.
-
2008/02/02 17:24:38
Profecie, nie spodziewałem się poparcia od takiego "prawaka" jak Ty... odebrało mi mowę. Na forum Gazeta.pl, gdzie wrzuciłem ten artykuł, większość reakcji była negatywna -- na zasadzie "wolność słowa OK, ale nie dla takich obrzydlistw" albo "na wszelki wypadek lepiej zakazać".

Co do zakazywania utworów, w których występują alkohol czy narkotyki, to ciiiii... podejrzewam, że znalazłoby się wielu zwolenników np. zakazu rozpowszechniania utworów, które przedstawiają narkotyki w pozytywnym świetle (np. sceny, gdzie dwóch kolesi relaksuje się, paląc trawkę). Pamiętajmy, że nie tak dawno LPR chciał zdelegalizować t-shirty z wizerunkiem liścia konopi. Tak więc Twoje stwierdzenie, że "nikt nawet nie próbuje", jest niestety nie do końca zgodne z rzeczywistością...
-
2008/02/15 10:12:01
CThinkerze, jestem "prawy" ale nie "moherowy". Poza tym - zawsze wydawało mi się, że prawica w istocie zmierza do ZMNIEJSZENIA ilości państwa. To, że w Polsce jest inaczej - a to dlatego, że w Polsce "prawica" w istocie jest lewicowa... :) Zwiększenie ilości zakazów i nakazów państwowych zawsze wydawało mi się ochydne. A już na pewno ochydne jest wprowadzanie całkowicie abstrakcyjnego przedmiotwu ochrony.
Co do zakazu rozpowszechniania utowrów pozytywnie ukazujących narkotyki - tutaj byłbym mniej krytyczny. Wkurzające są pochwalne peany typu "Get High"' - (dwaj afroamerykanie idą od college'u i ujarani zdają egzaminy) albo choćby polskie "Jak to polisman przeszukuje..." Jednak tutaj mamy wprost pochwałę rzeczy nielegalnych. Wciąż jednak uważam, że te problemy powinno rozwiązywać SPOŁECZEŃSTWO - edukacją, wychowaniem, działaniem. Bez oglądania się na PAŃSTWO z pałą i kratkami... Droga na skróty często bywa drogą na manowce.
O autorze

Tomasz Szynalski

E-mail: "t" + nazwisko + "małpa" + "gmail.com"

Moje zdjęcia na Flickerze