Poprawia ostrość
Kategorie: Wszystkie | Filozofia | Humor | Nauka | Polityka | Życie
RSS
piątek, 18 stycznia 2008
Czemu ma służyć zakaz „wirtualnej” pornografii dziecięcej?
Dzisiejszy tekst będzie o polityce, ale bardziej w sensie policy niż politics — a dokładnie o polityce karnej. Zapraszam do lektury!

Jak donosi Gazeta.pl, Polska przygotowuje się do implementacji decyzji ramowej Rady UE nr 2004/68/JHA dotyczącej zwalczania seksualnego wykorzystywania dzieci i pornografii dziecięcej. Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało projekt zmian w kodeksie karnym (tekst projektu w formacie RTF), który obecnie znajduje się w fazie uzgodnień międzyresortowych.

Jedną ze zmian narzuconych przez wspomnianą decyzję ramową jest wprowadzenie sankcji za produkowanie, rozpowszechnianie lub posiadanie tzw. wirtualnej pornografii dziecięcej, czyli pornografii, w której nie występują prawdziwi małoletni, a jedynie wygenerowane komputerowo lub narysowane wizerunki małoletnich. Projekt ministerstwa przewiduje za taki czyn karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 1 roku.

W pierwszym odruchu łatwo przyklasnąć nowym regulacjom. Technika komputerowa stale się rozwija i już w tej chwili niektóre wyrenderowane obrazy przypominają do złudzenia zdjęcia rzeczywistych osób. Jest tylko kwestią czasu, zanim to samo będzie możliwe w przypadku obrazów ruchomych. Nowe przepisy wydają się więc nadążać za postępem technicznym, a poza tym uderzają w pedofilów, którzy stanowią bez wątpienia najbardziej znienawidzoną obecnie grupę społeczną.

Sytuacja nie jest jednak tak oczywista. Podstawowym powodem istnienia przepisów zakazujących produkowania filmów pornograficznych z udziałem małoletnich jest ochrona małoletnich występujących w tych filmach przed szkodami na psychice.* W wirtualnej pornografii nie występują jednak rzeczywiste osoby, lecz jedynie trójwymiarowe modele postaci zapisane w pamięci komputera. Powstaje zatem pytanie: kogo ma chronić projektowany przepis?

Właśnie tym problemem zajął się w 2002 roku Sąd Najwyższy USA, orzekając niekonstytucyjność analogicznych przepisów w amerykańskiej ustawie o zapobieganiu pornografii dziecięcej (Child Pornography Prevention Act), czym doprowadził niektórych kongresmenów do absurdalnych prób rozszerzenia konstytucji USA o specjalną poprawkę zakazującą właśnie wirtualnej pornografii dziecięcej.

Podczas procesu rząd Stanów Zjednoczonych wysunął m.in. następujące argumenty:

  • Wirtualna pornografia dziecięca może skłaniać jej odbiorców do popełniania przestępstw seksualnych na małoletnich. W odpowiedzi na ten argument Sąd Najwyższy stwierdził m.in.: „Sama perspektywa popełnienia przestępstwa nie uzasadnia przepisów tłumiących chronioną ekspresję. (...) Rząd wykazał zaledwie odległy związek między treściami, które mogą pobudzać pewne myśli lub impulsy, a ewentualnym wykorzystywaniem dzieci.”
  • Wirtualna pornografia dziecięca może przypadkowo wpaść w ręce dzieci, wywierając szkodliwy wpływ na ich psychikę. Sąd Najwyższy uznał, iż władze mogą karać osoby, które udostępniają treści pornograficzne dzieciom w celu skłonienia ich do udziału w czynnościach seksualnych. Władze nie mogą jednak zakazywać osobom dorosłym dostępu do określonych treści tylko po to, aby uniemożliwić dostęp do tych treści dzieciom.
  • Wirtualną pornografię dziecięcą należy zdelegalizować, aby zlikwidować rynek pornografii dziecięcej w ogóle. Sąd nie zgodził się z tą opinią, zauważając że rynek rzeczywistej pornografii dziecięcej mógłby zostać wyeliminowany, gdyby istniało alternatywne źródło takich treści (sztuczne obrazy nieodróżnialne od prawdziwych). „Niewielu producentów pornografii ryzykowałoby odpowiedzialność karną, wykorzystując prawdziwe dzieci, gdyby zamiast tego mogli rozpowszechniać fikcyjne, komputerowe obrazy” — stwierdził sąd.
  • Legalizacja wirtualnej pornografii dziecięcej utrudni ściganie pedofilów i producentów pornografii z udziałem dzieci, ponieważ oskarżeni będą mogli utrzymywać, że posiadane lub wytwarzane przez nich treści są generowane komputerowo. Sąd zwrócił tu uwagę, że „władze nie mogą ograniczać legalnej ekspresji po to, aby ograniczyć ekspresję nielegalną. Treści chronione zasadą wolności słowa nie stają się treściami niechronionymi tylko dlatego, że je przypominają.”

Warto przyjrzeć się zwłaszcza pierwszemu argumentowi wysuniętemu przez stronę rządową, a następnie odrzuconemu przez Sąd Najwyższy USA: Wirtualna pornografia dziecięca może skłaniać jej odbiorców do popełniania przestępstw seksualnych na małoletnich. Istotnie trudno znaleźć jakiekolwiek rzetelne badania naukowe, które potwierdzałyby tę tezę.** Jak twierdzą m.in. autorzy raportu przygotowanego dla Departamentu Sprawiedliwości Kanady oraz dr Charles L. Scott, psychiatra z uniwersytetu UC Davis, nie ma dowodów na to, że oglądanie pornografii dziecięcej zmniejsza zahamowania moralne pedofila, rozbudza jego popęd seksualny lub w jakikolwiek inny sposób zachęca go do molestowania nieletnich.

Na chwilę obecną nie umiemy nawet oszacować, jaki odsetek posiadaczy dziecięcej pornografii dopuścił się wykorzystywania dzieci i czy jest to odsetek wyższy niż wśród pedofilów nie oglądających treści pornograficznych. Zresztą nawet gdyby stwierdzono statystyczną korelację między korzystaniem z pornografii dziecięcej a popełnianiem przestępstw seksualnych, należałoby jeszcze ustalić, czy to pornografia jest przyczyną przestępstw czy odwrotnie.

Pewnych wskazówek do rozstrzygnięcia tej kwestii może nam dostarczyć debata nad legalizacją „zwykłej” pornografii, która toczyła się (a niekiedy powraca) w krajach zachodnich. Obawy, że swobodny dostęp do treści erotycznych spowoduje nadmierne rozbudzenie popędu płciowego mężczyzn, niemoralne traktowanie kobiet, a w konsekwencji wzrost liczby przestępstw na tle seksualnym okazały się fałszywe: badania wykazują, że dekryminalizacji pornografii wizualnej w takich krajach jak Dania, Szwecja czy RFN nie towarzyszył wzrost ilości gwałtów. W Japonii, mimo lawinowego wzrostu ilości erotyki w latach 1972-1995, liczba ofiar gwałtów spadła trzykrotnie. Brak jest informacji o przypadkach odwrotnych.

Patrząc na sprawę obiektywnie, trudno zatem kategorycznie twierdzić, że dostępność wirtualnej pornografii dziecięcej stanowi zachętę do uprawiania pedofilii. Co więcej, nie jest wykluczone, że zezwolenie osobom o skłonnościach pedofilskich na korzystanie z takich materiałów spowoduje, że przynajmniej część z nich będzie zaspokajać swoje popędy poprzez nieszkodliwą społecznie masturbację. Można również liczyć na to, że dzięki powstaniu legalnej, „syntetycznej” alternatywy zmniejszy się liczba dzieci krzywdzonych podczas produkcji pedofilskich filmów z żywymi aktorami.

Po drugiej stronie pozostaje jeszcze jeden poważny argument, który nie padł w postępowaniu przed Sądem Najwyższym USA: Wirtualna pornografia dziecięca będzie pokazywana dzieciom przez pedofilów w celu zachęcenia ich do podjęcia czynności seksualnych i stworzenia wrażenia, że seks z osobą dorosłą jest czymś normalnym. Istotnie takie przypadki wydają się nie do uniknięcia, jednak nie jest jasne, jak to niebezpieczeństwo ma się do wyżej wymienionych potencjalnych zalet legalizacji „sztucznej” pornografii dziecięcej. Poza tym nie jest dobrą praktyką legislacyjną zakazywanie wytwarzania czy posiadania określonych treści tylko dlatego, że mogą one być narzędziem popełnienia przestępstwa (notabene jednym z wielu w arsenale pedofila). O wiele sprawiedliwiej jest karać za samo przestępstwo.

Myśl o pedofilu zaspokajającym się seksualnie przy filmie z udziałem dzieci — choćby była to całkowicie fikcyjna animacja komputerowa — wzbudza odrazę chyba u każdej zdrowej psychicznie osoby. Należy jednak pamiętać, że takie praktyki, choć ohydne dla postronnego obserwatora, same w sobie nie przynoszą nikomu szkody i jak na razie nie ma żadnych dowodów, że prowadzą do przestępczych zachowań.

Ponieważ zaś sprawa dotyka wolności słowa, nie wystarczą tutaj zdroworozsądkowe przypuszczenia czy słabe argumenty oparte na korelacji statystycznej. Szkodliwość musi być bezspornie wykazana — gdyby można było polegać na wyobrażeniach i domniemaniach, należałoby zakazać publikowania choćby Romea i Julii jako tekstu, który (co nietrudno wykazać) może nakłaniać młodych, niestabilnych emocjonalnie ludzi do samobójstwa w imię miłości, nie wspominając już o „dorosłej” pornografii (jakże łatwo było wieszczyć tutaj upadek wszelkiej moralności).

Fakt, iż dla zdecydowanej większości obywateli wirtualna pornografia dziecięca jest czymś obrzydliwym, nie może mieć tutaj znaczenia. Jak zauważył George Orwell, jeżeli wolność słowa ma cokolwiek oznaczać, to musi być to wolność mówienia rzeczy (i tworzenia treści), których inni ludzie nie aprobują. Treści powszechnie akceptowane nie potrzebują przecież prawnej ochrony.


*) Warto zauważyć, że przepis o utrwalaniu treści pornograficznych z udziałem małoletniego (art. 202 par. 4 kodeksu karnego) nie dotyczy w zasadzie rejestrowania faktycznych czynności seksualnych z udziałem małoletniego. W takiej sytuacji sprawca odpowiadałby bowiem po prostu z zagrożonego o wiele wyższą karą art. 200 kk (obcowanie płciowe z małoletnim lub dopuszczenie się wobec niego innej czynności seksualnej) tak jak ewentualni współsprawcy czy pomocnicy. Art. 202 pozwala natomiast pociągnąć do odpowiedzialności karnej osoby utrwalające treści pornograficzne, w których czynności seksualne małoletniego są jedynie symulowane lub w których małoletni nie jest uczestnikiem czynności seksualnych (a jednynie np. ich obserwatorem).
**) W najnowszym badaniu przeprowadzonym w USA na grupie 155 mężczyzn skazanych za posiadanie lub rozpowszechnianie pornografii dziecięcej 85 procent badanych przyznało się do wykorzystania przynajmniej jednego dziecka. Jednak próbka nie była reprezentatywna — badano tylko osoby skazane i to takie, które dobrowolnie przystąpiły do programu terapeutycznego (można przypuszczać, że były to głównie osoby mające szczególnie duże problemy ze swoją pedofilią). Przede wszystkim zaś nie stwierdzono, czy pornografia była przyczyną molestowania czy też jej skutkiem albo okolicznością towarzyszącą.
środa, 16 stycznia 2008
Wielcy fotografowie — suplement

Jak zauważyłem, niektórzy czytelnicy nabrali mylnego przekonania, że komentarze przedstawione w poprzednim wpisie o wielkich fotografach w Internecie zostały naprawdę zamieszczone w jakimś serwisie fotograficznym. Niestety muszę tych czytelników rozczarować — tekst ma charakter satyryczny, co starałem się zaznaczyć, rozpoczynając go od słów: „Co by było, gdyby...”.

Jednak dla miłośników humoru z życia wziętego nic straconego. Kilogramów dobrej zabawy dostarcza bowiem przypadek klasycznej fotografii Henri'ego Cartier-Bressona, którą André Rabelo zamieścił na flickerowej grupie deleteme pod nazwą Mario's Bike.

Niestety zdjęcie szybko zostało wyrzucone z grupy głosami jej członków. Oto wybrane komentarze:

  • Gdy wszystko jest rozmyte, nie da się przekazać ruchu rowerzysty. Z drugiej strony, jeśli rowerzysta nie jest tematem zdjęcia, to co nim jest?
  • Dlaczego schody są takie „miękkie”? Poruszone zdjęcie?
  • Szare, rozmyte, małe, dziwnie skadrowane.
  • Wygląda na zaaranżowane, co nie musi być wadą. Jeżeli to była zaplanowana scena, niestety nie wyszła dobrze. Jeśli jesteś w stanie ściągnąć Maria, spróbuj jeszcze raz. Tym razem ustaw aparat na statywie i użyj najmniejszej możliwej przysłony, tak aby uzyskać najlepszą głębię ostrości. Może uda się osiągnąć ostre barierki, a Mario na rowerze będzie rozmyty. Jednak pierwszy plan musi być ostry. Bez tego to zdjęcie nigdy nie „zaskoczy”.
03:00, cthinker , Humor
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 stycznia 2008
Wielcy fotografowie w Internecie

Co by było, gdyby wielcy fotografowie publikowali dzisiaj swoje zdjęcia na forach internetowych i fotoserwisach w rodzaju Flickera? Jakimi komentarzami zaszczyciliby ich znawcy fotografii recenzujący zdjęcia na tych witrynach?

Poniższy tekst przełożyłem na polski i opublikowałem za zgodą jego autora, Michaela Johnstona z bloga The Online Photographer. Oto link do wersji angielskiej.

Irving Penn

Hej stary, powiem szczerze -- nie wiem, co sobie myślałeś, kiedy robiłeś tę fotę! Miałeś ładną modelkę (choć nie najmłodszą, he he), ale złapałeś ją z zamkniętymi powiekami i to w niezbyt dobrej pozie. Największy problem to to, że MUSISZ TO SKADROWAĆ do kadru pionowego!!!! Tło jest za małe i za mocno naciągnięte, przez co widać zagięcie. Jeśli prześlesz mi plik, mogę Ci to poprawić i skadrować w Photoshopie. Jeżeli nie obchodzi Cię PROFESJONALIZM, uwierz mi, nigdy nie zdobędziesz pracy jako zawodowiec!!! Mam nadzieję, że za ostro Cię nie zjechałem! ;))) Mimo wszystko pozdrawiam, M.H.


Sam Abell

Cześć Sam, WYPASIONA scena! Szkoda, że nie udało Ci się wydobyć trochę więcej koloru z nieba. Odcienie niebieskiego powinny być nieco bardziej nasycone. Poza tym w fotografii stosuje się zasadę, że albo niebo albo ląd (jezioro?) musi przeważać. Nie dzieli się kadru tak w połowie. Następnym razem spróbuj lekko przechylić aparat, jak już złapiesz ostrość. Mimo to fajoska fotka. Jeśli możesz, obejrzyj moje zdjęcia i zostaw swoje komentarze. Tadek.


Garry Winogrand

Hej Garry. Całkiem nieźle, uchwyciłeś paru ludzi w fajnych pozach. Niestety od razu widać, że horyzont nie jest prosty. Wygląda bardzo nienaturalnie - jak zbocze góry! Mężczyznę z prawej trzeba by usunąć poprzez wykadrowanie. Czasami, zanim zrobi się zdjęcie, dobrze jest krzyknąć, żeby zwrócić na siebie uwagę ludzi. Gdybyś tak zrobił, byłoby lepiej widać ich twarze. Jerzy Wilczek.


Bill Brandt

Bill, problemem tego zdjęcia jest brak szczegółów w zacienionych obszarach. Są obiektywy, które dają więcej szczegółów w cieniach i lepszy kontrast. Najlepsze do tego są szkła firmy Leica. Jest ich parę typów, np. Elmarit, Summicron i Summilux. Nie wiem, który typ daje najwięcej detali w cieniach, ale zapytam się znajomego i na pewno dam Ci znać. Pamiętaj, że na zdjęciu muszą być widoczne oboje oczu, inaczej nie ma poczucia głębi. Jakim obiektywem to robiłeś? Poza tym, chyba brakuje szczegółów w światłach, zwłaszcza na ręce modelki. Adrian z Pomorza


Henri Cartier-Bresson

Bonjour Henri - bo chyba jesteś Francuzem albo przynajmniej znasz Francuzki. Świetnie to wychwyciłeś, podoba mi się kompozycja, no i ten czworonóg :) Kiedyś mieliśmy psa, który wyglądał trochę podobnie do tego na zdjęciu. Wadą tej fotki jest to, że twój autofocus wyostrzył nie to miejsce co trzeba - fotografowany mężczyzna jest dosyć nieostry! Aparat błędnie ustawił ostrość na te osoby w drzwiach, a twój obiekt jest rozmyty, co rozprasza uwagę widza. Zwykle najlepiej jest ustawiać ostrość na najbliższym obiekcie, zresztą najczęściej aparat sam wybierze najbliższy duży obiekt, ale niestety tutaj technika trochę zawiodła!! ale i tak niesamowite zdjęcie. pozdrawiam Edek


Keith Carter

Niezla proba. oczywiscie ostrosc jest na zlym koncu konia!! w kwadracie trudno sie komponuje wiec sie nie przejmuj. Czasami my fotografowie musimy cieszyc sie tym co nam sie uda sfogtografowac. Robson


William Eggleston

Przypadkowa fotka zrobiona jakimś pstrykaczem. Nawet bym nie brał pod uwagę prezentowania czegoś takiego. Jeżeli już chcesz pokazywać swoje zdjęcia na forum, to muszą to być zdjęcia czegoś niezwykłego albo z jakąś wizją artystyczną. Inaczej po prostu stracisz zainteresowanie swojej widowni. Jerzy S. [Nikon D200, zapasowy Nikon D70s, 17-35 f/2.8, 80-200 f/2.8, 8GB Microdrive (2), Photoshop CS2, Epson 2200]


Ralph Gibson

Hej Ralph, fajny pomysł i myślę, że miałeś fajną koncepcje. Ale ten cień za bardzo koncentruje uwage - trzeba bylo zrobic jeden krok w lewo. Jeśli wtedy tło byłoby zbyt kontrastowe, to można bylo chyba podejść krok do przodu?!?! Ale brawa za próbę i życze wiecej szczescia następnym razem ... pozdruffka -pitcherman


Edward Steichen

O wiele za ciemna ekspozycja i brak ostrości. Może będziesz się bronić, że specjalnie starałeś się zrobić nieostro, pytanie tylko po co?? Ja uważam, że zdjęcie ma być ostre. Polecam zapoznanie się z pracami innych osób na tym forum, żebyś zorientował się, jak powinno wyglądać dobre zdjęcie.


Alex Webb

Hej Alex, niestety nie widzę w tym zdjęciu wyraźnej kompozycji, a na dokładkę całkowicie zginęły Ci szczegóły w ciemnych obszarach. Zdecydowanie musisz kupić sobie aparat z większym zakresem dynamiki - powinieneś wypróbować Fuji S3, podobno ma najlepszą dynamikę ze wszystkich lustrzanek, ale trzeba wiedzieć, jak go używać. Pomogłoby również, gdybyś to dopalił fleszem. Daję Ci tylko dwie gwiazdki, ale podobają mi się niektóre Twoje inne foty, zagłosuj też na moje. Adam

00:46, cthinker , Humor
Link Komentarze (33) »
O autorze

Tomasz Szynalski

E-mail: "t" + nazwisko + "małpa" + "gmail.com"

Moje zdjęcia na Flickerze