Poprawia ostrość
Kategorie: Wszystkie | Filozofia | Humor | Nauka | Polityka | Życie
RSS
środa, 16 stycznia 2008
Wielcy fotografowie — suplement

Jak zauważyłem, niektórzy czytelnicy nabrali mylnego przekonania, że komentarze przedstawione w poprzednim wpisie o wielkich fotografach w Internecie zostały naprawdę zamieszczone w jakimś serwisie fotograficznym. Niestety muszę tych czytelników rozczarować — tekst ma charakter satyryczny, co starałem się zaznaczyć, rozpoczynając go od słów: „Co by było, gdyby...”.

Jednak dla miłośników humoru z życia wziętego nic straconego. Kilogramów dobrej zabawy dostarcza bowiem przypadek klasycznej fotografii Henri'ego Cartier-Bressona, którą André Rabelo zamieścił na flickerowej grupie deleteme pod nazwą Mario's Bike.

Niestety zdjęcie szybko zostało wyrzucone z grupy głosami jej członków. Oto wybrane komentarze:

  • Gdy wszystko jest rozmyte, nie da się przekazać ruchu rowerzysty. Z drugiej strony, jeśli rowerzysta nie jest tematem zdjęcia, to co nim jest?
  • Dlaczego schody są takie „miękkie”? Poruszone zdjęcie?
  • Szare, rozmyte, małe, dziwnie skadrowane.
  • Wygląda na zaaranżowane, co nie musi być wadą. Jeżeli to była zaplanowana scena, niestety nie wyszła dobrze. Jeśli jesteś w stanie ściągnąć Maria, spróbuj jeszcze raz. Tym razem ustaw aparat na statywie i użyj najmniejszej możliwej przysłony, tak aby uzyskać najlepszą głębię ostrości. Może uda się osiągnąć ostre barierki, a Mario na rowerze będzie rozmyty. Jednak pierwszy plan musi być ostry. Bez tego to zdjęcie nigdy nie „zaskoczy”.
03:00, cthinker , Humor
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 stycznia 2008
Wielcy fotografowie w Internecie

Co by było, gdyby wielcy fotografowie publikowali dzisiaj swoje zdjęcia na forach internetowych i fotoserwisach w rodzaju Flickera? Jakimi komentarzami zaszczyciliby ich znawcy fotografii recenzujący zdjęcia na tych witrynach?

Poniższy tekst przełożyłem na polski i opublikowałem za zgodą jego autora, Michaela Johnstona z bloga The Online Photographer. Oto link do wersji angielskiej.

Irving Penn

Hej stary, powiem szczerze -- nie wiem, co sobie myślałeś, kiedy robiłeś tę fotę! Miałeś ładną modelkę (choć nie najmłodszą, he he), ale złapałeś ją z zamkniętymi powiekami i to w niezbyt dobrej pozie. Największy problem to to, że MUSISZ TO SKADROWAĆ do kadru pionowego!!!! Tło jest za małe i za mocno naciągnięte, przez co widać zagięcie. Jeśli prześlesz mi plik, mogę Ci to poprawić i skadrować w Photoshopie. Jeżeli nie obchodzi Cię PROFESJONALIZM, uwierz mi, nigdy nie zdobędziesz pracy jako zawodowiec!!! Mam nadzieję, że za ostro Cię nie zjechałem! ;))) Mimo wszystko pozdrawiam, M.H.


Sam Abell

Cześć Sam, WYPASIONA scena! Szkoda, że nie udało Ci się wydobyć trochę więcej koloru z nieba. Odcienie niebieskiego powinny być nieco bardziej nasycone. Poza tym w fotografii stosuje się zasadę, że albo niebo albo ląd (jezioro?) musi przeważać. Nie dzieli się kadru tak w połowie. Następnym razem spróbuj lekko przechylić aparat, jak już złapiesz ostrość. Mimo to fajoska fotka. Jeśli możesz, obejrzyj moje zdjęcia i zostaw swoje komentarze. Tadek.


Garry Winogrand

Hej Garry. Całkiem nieźle, uchwyciłeś paru ludzi w fajnych pozach. Niestety od razu widać, że horyzont nie jest prosty. Wygląda bardzo nienaturalnie - jak zbocze góry! Mężczyznę z prawej trzeba by usunąć poprzez wykadrowanie. Czasami, zanim zrobi się zdjęcie, dobrze jest krzyknąć, żeby zwrócić na siebie uwagę ludzi. Gdybyś tak zrobił, byłoby lepiej widać ich twarze. Jerzy Wilczek.


Bill Brandt

Bill, problemem tego zdjęcia jest brak szczegółów w zacienionych obszarach. Są obiektywy, które dają więcej szczegółów w cieniach i lepszy kontrast. Najlepsze do tego są szkła firmy Leica. Jest ich parę typów, np. Elmarit, Summicron i Summilux. Nie wiem, który typ daje najwięcej detali w cieniach, ale zapytam się znajomego i na pewno dam Ci znać. Pamiętaj, że na zdjęciu muszą być widoczne oboje oczu, inaczej nie ma poczucia głębi. Jakim obiektywem to robiłeś? Poza tym, chyba brakuje szczegółów w światłach, zwłaszcza na ręce modelki. Adrian z Pomorza


Henri Cartier-Bresson

Bonjour Henri - bo chyba jesteś Francuzem albo przynajmniej znasz Francuzki. Świetnie to wychwyciłeś, podoba mi się kompozycja, no i ten czworonóg :) Kiedyś mieliśmy psa, który wyglądał trochę podobnie do tego na zdjęciu. Wadą tej fotki jest to, że twój autofocus wyostrzył nie to miejsce co trzeba - fotografowany mężczyzna jest dosyć nieostry! Aparat błędnie ustawił ostrość na te osoby w drzwiach, a twój obiekt jest rozmyty, co rozprasza uwagę widza. Zwykle najlepiej jest ustawiać ostrość na najbliższym obiekcie, zresztą najczęściej aparat sam wybierze najbliższy duży obiekt, ale niestety tutaj technika trochę zawiodła!! ale i tak niesamowite zdjęcie. pozdrawiam Edek


Keith Carter

Niezla proba. oczywiscie ostrosc jest na zlym koncu konia!! w kwadracie trudno sie komponuje wiec sie nie przejmuj. Czasami my fotografowie musimy cieszyc sie tym co nam sie uda sfogtografowac. Robson


William Eggleston

Przypadkowa fotka zrobiona jakimś pstrykaczem. Nawet bym nie brał pod uwagę prezentowania czegoś takiego. Jeżeli już chcesz pokazywać swoje zdjęcia na forum, to muszą to być zdjęcia czegoś niezwykłego albo z jakąś wizją artystyczną. Inaczej po prostu stracisz zainteresowanie swojej widowni. Jerzy S. [Nikon D200, zapasowy Nikon D70s, 17-35 f/2.8, 80-200 f/2.8, 8GB Microdrive (2), Photoshop CS2, Epson 2200]


Ralph Gibson

Hej Ralph, fajny pomysł i myślę, że miałeś fajną koncepcje. Ale ten cień za bardzo koncentruje uwage - trzeba bylo zrobic jeden krok w lewo. Jeśli wtedy tło byłoby zbyt kontrastowe, to można bylo chyba podejść krok do przodu?!?! Ale brawa za próbę i życze wiecej szczescia następnym razem ... pozdruffka -pitcherman


Edward Steichen

O wiele za ciemna ekspozycja i brak ostrości. Może będziesz się bronić, że specjalnie starałeś się zrobić nieostro, pytanie tylko po co?? Ja uważam, że zdjęcie ma być ostre. Polecam zapoznanie się z pracami innych osób na tym forum, żebyś zorientował się, jak powinno wyglądać dobre zdjęcie.


Alex Webb

Hej Alex, niestety nie widzę w tym zdjęciu wyraźnej kompozycji, a na dokładkę całkowicie zginęły Ci szczegóły w ciemnych obszarach. Zdecydowanie musisz kupić sobie aparat z większym zakresem dynamiki - powinieneś wypróbować Fuji S3, podobno ma najlepszą dynamikę ze wszystkich lustrzanek, ale trzeba wiedzieć, jak go używać. Pomogłoby również, gdybyś to dopalił fleszem. Daję Ci tylko dwie gwiazdki, ale podobają mi się niektóre Twoje inne foty, zagłosuj też na moje. Adam

00:46, cthinker , Humor
Link Komentarze (33) »
środa, 31 października 2007
Dzień Wszystkich Świętych — poradnik

Dzień Wszystkich Świętych to unikatowy polski wkład w dorobek kulturowy Europy. W trosce o integrację społeczną słabiej przystosowanych jednostek przedstawiam krótki poradnik właściwego zachowania w to tradycyjne polskie święto:

  1. Stojąc w godzinnym korku przy wjeździe do cmentarza, zamknięty w swoim blaszanym pudle w rzędzie innych blaszanych pudeł, zadumaj się na chwilę nad poczuciem wspólnoty i solidarności, jakie buduje nasza narodowa tradycja odwiedzania cmentarzy.
  2. Każde święto jest o wiele lepsze, jeśli jest spędzane wspólnie. Dowiedz się, w jakich godzinach wybiera się na cmentarz najwięcej osób i przyjedź w tym samym czasie, tak aby nic Cię nie ominęło.
  3. Wyruszając w podróż do dalej położonych nekropolii, wnosisz swój wkład w rozwój polskiego cmentarnictwa — każdy dzień wzmożonego ruchu na drogach to kilka nowych grobów.
  4. Unikaj najtańszych ozdób nagrobnych — artykuły made in china nie są poddawane należytej kontroli jakości i mogą zawierać substancje pogarszające cierpienie dusz w czyśćcu.
  5. Dobór odpowiednich kwiatów na nagrobek to złożona operacja, wymagająca znalezienia delikatnej równowagi między gustem kupującego a preferencjami zmarłego. W razie trudności w dojściu do kompromisu warto pamiętać, że ludzkie upodobania często ulegają zmianom w wyniku traumatycznych przeżyć takich jak śmierć.
  6. Niezależnie od wyznawanego światopoglądu, w dobrym tonie jest stanąć na chwilę nad każdym odwiedzonym grobem i zmówić modlitwę. Dopuszczalne jest również stanie w zadumie i myślenie o tym, jak bardzo nienawidzimy teściowej, o ile dla postronnego obserwatora będzie to wyglądać tak samo jak modlitwa.
  7. Wybierając znicze, koniecznie zwracaj uwagę na pojemność wkładów. Im dłuższy czas palenia znicza, tym większą światłość wiekuistą zapewniasz zmarłemu w zaświatach.
  8. Sens odwiedzania cmentarzy można zrozumieć za pomocą następującego przykładu: Jeśli Twój nieżyjący bliski był grabarzem, najbardziej odpowiednim miejscem do wspominania jego życia jest oczywiście cmentarz. Podobnie jeśli wykonywał jakikolwiek inny zawód.
  9. Dla katolików modlitwa nad grobem jest ważną czynnością wykonywaną w trosce o zmarłego. Jeżeli w Twoim otoczeniu są osoby niewierzące, dziel się z nimi dobrą nowiną: wszyscy zostaniemy po śmierci sprawiedliwie osądzeni, a długość kary będzie zależeć od naszych uczynków za życia oraz od tego, jak często naszemu potomstwu będzie się chciało zmawiać za nas Wieczny odpoczynek.
  10. Jeżeli na grobie przodków Twoich sąsiadów płonie więcej zniczy niż na grobie Twoich przodków, nie przejmuj się — nie chodzi o ilość, tylko o cenę.
  11. Jeżeli masz zastrzeżenia do estetyki nagrobka, którym opiekują się Twoi krewni lub znajomi, nie wahaj się im o tym powiedzieć. Nawet jeśli źle przyjmą Twoją krytykę, to czyż ostateczny efekt w postaci pięknie połyskującej płyty nagrobkowej nie jest tego wart?
  12. Jeżeli ktoś z Twoich krewnych lub znajomych nie zajmuje się należycie grobami swoich bliskich, daj mu taktownie do zrozumienia, iż w związku z tym najprawdopodobniej nigdy ich nie kochał.
  13. Jeśli miewasz wątpliwości co do istnienia życia pozagrobowego, pamiętaj, że utrata takiej wiary jest równoznaczna z uśmierceniem co najmniej 40 miliardów ludzi, którzy do tej pory odeszli z tego świata.
  14. Pamiętaj, że zaniedbując groby bliskich, narażasz się na to, że i Twoim grobem nikt nie będzie się zajmować — a nie ma nic gorszego niż spędzić wieczność pod brudnym lastryko.
  15. Pojawienie się specjalistycznych firm sprzątających nagrobki oznacza, że każdą, nawet najdalej położoną kamienną płytę możesz otoczyć opieką, troską i miłością.
02:16, cthinker , Humor
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 września 2007
Nowy sposób walki z nadmierną prędkością?

...albo promocji szybkiego czytania

01:28, cthinker , Humor
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2007
Kilka słów o sobie

Pozwolą Państwo, że się przedstawię. Jestem kontrolerem biletów komunikacji miejskiej. Do obsługiwanych przeze mnie linii autobusowych należą 144, 135 i K, a tramwajowych — 10 i 17. Moja średnia liczba wypisanych mandatów w przeliczeniu na godzinę pracy wynosi 2,4, co według oficjalnych statystyk jest jednym z najlepszych wyników w mieście.

Dlaczego wybrałem właśnie taką ścieżkę kariery? Ponieważ zawód kontrolera to elastyczne godziny pracy, świadomość wnoszenia niemałego wkładu w życie miasta, codzienny kontakt z ludźmi z różnych ścieżek życiowych, możliwość ciągłego rozwoju intelektualnego i kształtowania pozytywnych cech charakteru, a niekiedy i dreszczyk emocji.

W swojej pracy kieruję się niezmiennie zasadami skuteczności i kultury osobistej. Wykonując czynności służbowe, staram się opierać przede wszystkim na zaskoczeniu i przewadze psychologicznej, a unikać środków przymusu bezpośredniego, zwłaszcza wobec pasażerów, których atletycznie zbudowana sylwetka każe liczyć się z możliwością niepotrzebnej eskalacji konfliktu.

Przedstawię teraz pokrótce techniki operacyjne, dzięki którym mogę pochwalić się tytułem jednego z najskuteczniejszych kontrolerów w mieście. Przede wszystkim prezencja: „Studencki” wygląd rzadko bywa kojarzony z zawodem kontrolera, co po wejściu do pojazdu umożliwia mi spokojny ogląd sytuacji i wytypowanie potencjalnych celów. Statystyki pokazują, że pasażerowie spodziewają się kontroli raczej ze strony osób w średnim wieku, o niezadbanej, „nikotynowej” cerze, noszących niemarkową odzież. Najlepsi w kontrolerskim fachu umieją obracać te stereotypy na swoją korzyść.

Akcję kontrolną każdorazowo rozpoczynam od kobiet i osób starszych zajmujących miejsca siedzące, gdyż są najspokojniejsi i najmniej ruchliwi, a ponadto często zdarza się, że zapominają zabrać ze sobą swój bilet okresowy. Badania naukowe dowodzą, że sprawność pamięci ulega znacznemu osłabieniu po 60. roku życia — pasażerowie w podeszłym wieku są więc naturalnymi kandydatami do kontroli. Co się tyczy kobiet, koncentruję się na tych, których elegancki ubiór wskazuje, że mogą posiadać kilka torebek przeznaczonych do strojów w różnych tonacjach kolorystycznych. Istnieje wówczas znaczne prawdopodobieństwo, że bilet uprawniający do przejazdu został nieświadomie pozostawiony w torebce, którą pasażerka nosiła poprzedniego dnia. Liczy się tu doświadczenie i umiejętność szybkiej oceny, czy noszony przez pasażerkę płaszcz jest wysokogatunkowym artykułem zakupionym w Hexeline czy Monnari (wysokie prawdopodobieństwo posiadania dwóch lub więcej torebek) czy też tanią chińską podróbką z placu przy Zielińskiego (niskie prawdopodobieństwo). Nie trzeba dodawać, że przydają się tu okresowe wizyty w damskich salonach odzieżowych.

Nieodłącznym elementem każdej kontroli jest rozmowa. To od niej w głównej mierze zależy, czy postawiony przed widmem zapłacenia kary pasażer rzuci w nas stekiem wulgaryzmów czy posłusznie udostępni nam swoje dane osobowe. Bez przesady można powiedzieć, że jest tyle sposóbów prowadzenia rozmowy z pasażerem, jak wielu jest kontrolerów. Jedni powołują się na konkretne paragrafy uchwał i regulaminów, inni podpierają się autorytetem organów ścigania, jeszcze inni starają się apelować do resztek uczciwości pasażera-gapowicza.

Osobiście lubię łączyć rozmowę z elementem zaskoczenia, stosując metodę „na rozmownego pasażera”, którą poznałem na kursie doszkalającym w Bydgoszczy. Nie jest to technika łatwa — wymaga bowiem znajomości psychologii i wrodzonej „smykałki” do kontaktów z ludźmi. Jej celem jest wprowadzenie kontrolowanego pasażera w taki stan psychiczny, aby w fazie wymierzania kary zawiodły jego wrodzone mechanizmy obrony, tj. negacja, agresja i ucieczka. Osiąga się to poprzez taktyczne przybranie roli współpasażera i umiejętne prowadzenie rozmowy z kontrolowanym pasażerem, tak aby w momencie ujawnienia się kontrolera pasażer był nie tylko w najwyższym stopniu zaskoczony, ale także olśniony urokiem osobistym i przebiegłością kontrolera.

Rozmowę można zacząć od rzucenia luźnej uwagi skierowanej niby to w powietrze. Dobrze sprawdzają się tu pospolite komentarze na temat spóźniających się tramwajów, tłoku, wyjątkowo niekorzystnej pogody itp. Tego typu wypowiedzi pełnią funkcję „lodołamaczy”, a jednocześnie wzbudzają w pasażerach fałszywe poczucie bezpieczeństwa, tworząc mylne wrażenie, że autor tych komentarzy jest po prostu kolejnym narzekającym użytkownikiem komunikacji miejskiej. Gdy któryś pasażer zareaguje na zagajenie, należy przede wszystkim wsłuchać się w jego odpowiedź, gdyż może ona zawierać ważne wskazówki pozwalające właściwie obrać dalszy kierunek rozmowy.

Szybkie przejście od tematu tłoku do uskarżania się na codzienne dojazdy do pracy wskazuje na przykład, że mamy do czynienia z pasażerem znerwicowanym, pozbawionym kontroli nad własnym życiem, oczekującym zrozumienia i pomocy od innych. W takim przypadku najlepszym wariantem będzie przybranie współczującego wyrazu twarzy i zadawanie pytań o kolejne obszary jego opłakanego życia. Dobrym pomysłem jest podzielenie się swoimi problemami (wg trójkąta Zdrowie - Praca - Rodzina), tak aby pasażer poczuł, że rozmawia z osobą podobną sobie. Nie wolno jednak z tym przesadzić — pasażer nie może odczuć, że próbujemy go przelicytować, a już tym bardziej, że jego nieszczęścia nie dorównują naszym. W takim wypadku reakcja pasażera na kontrolę może być nieprzewidywalna, a skutek rozmowy — odwrotny do zamierzonego.

Oczywiście może się zdarzyć, że żaden pasażer nie zareaguje na naszą luźno rzuconą uwagę. Co należy wówczas robić? Przede wszystkim należy zachować spokój. Większość tak zwanych przeciętnych zjadaczy chleba podróżuje komunikacją miejską w stanie zobojętnienia spowodowanego monotonią ich pozbawionego wyzwań życia i nie zawsze ma ochotę na nawiązywanie znajomości. W takiej sytuacji możemy przejąć inicjatywę, zwracając się do takiego odrętwiałego pasażera z konkretnym pytaniem, np. o trasę autobusu, w którym się aktualnie znajdujemy. O ile pasażer w ogóle reaguje na bodźce (uwaga na informatyków po pracy!), powinniśmy uzyskać odpowiedź, co pozwoli nam zadać kolejne pytanie i kontynuować rozmowę.

Rzecz jasna, rozmowa z różnymi typami pasażerów będzie przebiegać według różnych schematów. Ze studentem porozmawiamy o zbliżającej się sesji lub o planowanym koncercie gwiazdy muzyki młodzieżowej, z młodą matką — o radościach i troskach związanych z wychowywaniem potomstwa, a z mężczyzną w sile wieku — o ostatnich wydarzeniach ze świata sportu. Pamiętamy przy tym o zasadzie, aby zaczynać od tzw. tematów ogólnych, a dopiero potem przechodzić do tematów osobistych: sytuacji rodzinnej, zawodowej czy stanu zdrowia — chyba że zauważymy, że nasz rozmówca należy do osób szczególnie wylewnych (tzw. typ „serce na dłoni”).

Podczas rozmowy dzielimy się informacjami ze swojego życia, ale — uwaga — tylko na tyle, aby pasażer nie odniósł wrażenia, że ma do czynienia z osobą skrytą i niegodną zaufania. Obowiązuje tutaj reguła, że nie powinniśmy mówić o sobie dłużej niż przez 20 procent całkowitego czasu rozmowy. Istnieją po temu dwa powody. Po pierwsze, im dłużej pasażer mówi o sobie, tym więcej użytecznych informacji uzyskujemy. Na przykład, pasażer może napomknąć, na którym przystanku zamierza wysiąść, co pozwoli nam odpowiednio wybrać moment kontroli.

Po drugie, większość pasażerów jest wstrząśniętych możliwością nieskrępowanego opowiedzenia o sobie i swoich problemach bez narażania się na krytykę i tzw. „dobre rady”. Jest to dla nich unikatowe przeżycie, którego zwykle nie mają szansy doświadczyć, rozmawiając ze swoim małżonkiem lub innymi członkami rodziny. Gdy minie pierwotne zdziwienie, między pasażerem a kontrolerem wytwarza się specyficzna więź emocjonalna. Pasażer chce wierzyć, że spotkał osobę, która jest w stanie go wysłuchać i zrozumieć, i za wszelką cenę stara się tę iluzoryczną relację utrzymać. Nietrudno zauważyć, że taki stan rzeczy pozwala znacznie skuteczniej kontrolować sytuację w czasie akcji.

Znakomicie, jeśli pasażer, z którym rozmawiamy, poprosi nas o pomoc, np. we wskazaniu przystanku, na którym powinien wysiąść. To właśnie w takich sytuacjach najłatwiej jest zaskarbić sobie jego zaufanie. (Uwaga: Jeżeli pasażer poprosi nas o sprzedanie biletu przejazdowego, informujemy go, że niestety nie mamy.) Wykonanie prostej przysługi usypia czujność pasażera i sprawia, że w chwili, gdy wyciągniemy legitymację służbową, czuje się on bezradny i pokonany przez osobę przewyższającą go sprytem i inteligencją.

Cel techniki „na rozmownego pasażera” można zatem podsumować następująco: Chodzi o to, aby w momencie skontrolowania biletu pasażer widział w kontrolerze „troskliwego ojca”, który wykazuje rzeczywiste zainteresowanie jego życiem, a jednocześnie zawsze wyprzedza go intelektualnie o kilka kroków. Wszelki opór wobec tak wykreowanej postaci kontrolera musi mu się jawić jako tyleż niegodziwy, co bezcelowy.

Przedstawiona technika operacyjna odznacza się znakomitą skutecznością. Stosując ją w praktyce, wielokrotnie miałem okazję obserwować zdziwienie malujące się na twarzy pasażerów, którzy nie spodziewali się, że miła, życiowa rozmowa, w której od 15 minut uczestniczą, jest w istocie niebezpieczną grą w kotka i myszkę z kontrolerem biletów.

W swojej praktyce zawodowej miałem okazję przekonać się, że szczególnie podatne na działanie tej metody są samotne kobiety po trzydziestce, a więc praktycznie pozbawione szans na uregulowanie swojego życia osobistego. Wieloletni brak zainteresowania ze strony mężczyzn powoduje, że kobiety takie żyją w świecie własnych fantazji romantycznych. Poddane działaniu techniki „na rozmownego pasażera” wyobrażają sobie, że przypadkowe spotkanie w tramwaju z czarującym, wpatrzonym w nie mężczyzną jest zrządzeniem losu, które zakończy się stanięciem na ślubnym kobiercu, a nie okazaniem legitymacji służbowej i koniecznością wniesienia opłaty dodatkowej w kasie przewoźnika.

Zawód kontrolera biletów nie należy do łatwych. Od swoich adeptów wymaga on specyficznego połączenia umiejętności interpersonalnych, spostrzegawczości i zdolności do strategicznego myślenia. Nie przez przypadek wielu kontrolerów po przejściu na emeryturę kontynuuje karierę w zarządach największych przedsiębiorstw, w siłach zbrojnych czy w najwyższych organach administracji publicznej.

Praca w terenie to tylko jeden z obowiązków kontrolera. Wiele czasu pochłania ciągłe pogłębianie wiedzy fachowej poprzez udział w sympozjach krajowych i międzynarodowych czy lekturę czasopism branżowych. Wymóg ciągłego doskonalenia kwalifikacji stwarza konieczność prowadzenia dokładnych statystyk skuteczności poszczególnych technik i przygotowywania na ich podstawie okresowych analiz rzutujących na codzienną pracę kontrolera.

Jednak zawód kontrolera to nie tylko trudne wyzwania i osobiste poświęcenie — to również prestiż, przygoda i ogromna satysfakcja. Wyraz twarzy załamanego pasażera, który został złapany na jeździe bez biletu tuż przed swoim przystankiem docelowym, jego drżąca ręka sięgająca po wymięty dokument tożsamości, atmosfera poruszenia i niepokoju wśród współpasażerów — to powody do dumy każdego kontrolera biletów.

Do zobaczenia w tramwajach i autobusach!

00:27, cthinker , Humor
Link Komentarze (3) »
O autorze

Tomasz Szynalski

E-mail: "t" + nazwisko + "małpa" + "gmail.com"

Moje zdjęcia na Flickerze